Piłka nożnaStabilizacja, cierpliwość i kolejny krok w górę. Filip Jagiełło o swojej drodze w Lechu Poznań

Stabilizacja, cierpliwość i kolejny krok w górę. Filip Jagiełło o swojej drodze w Lechu Poznań

Jesienna runda minionego sezonu była dla Filipa Jagiełły momentem, w którym jego nazwisko coraz częściej pojawiało się w kontekście najważniejszych postaci środka pola Lecha Poznań. Choć statystyki i boiskowa dojrzałość wskazywały na wyraźny progres, sam zawodnik podchodzi do tej oceny z ostrożnością. Jak podkreśla, jego najlepsza wersja wciąż może być dopiero przed nami.

Lech - Radomiak
Lech - Radomiak
Źródło zdjęć: © redakcja | Sylwia Toroszewska-Wojtyniak

Pomocnik Lecha Poznań przez dużą część rundy zmagał się z problemami zdrowotnymi, które nie były widoczne z trybun. Uporczywy ból ścięgna Achillesa sprawiał, że niemal każdy występ wiązał się z grą na środkach przeciwbólowych. Mimo to Jagiełło nie wycofywał się z rywalizacji, chcąc być realnym wsparciem dla drużyny. To właśnie ten okres, trudny fizycznie, ale owocny sportowo, utwierdził go w przekonaniu, że jego piłkarski sufit wciąż nie został osiągnięty.

Jak przyznał w wywiadzie dla klubu, pierwsze miesiące w Poznaniu były dla niego sprawdzianem cierpliwości. Zamiast regularnych występów pojawiały się kolejne drobne problemy zdrowotne, infekcje i absencje, które skutecznie wybijały z rytmu meczowego. Ligowy debiut w wyjściowej jedenastce przyszedł dopiero zimą, ale zawodnik nie tracił wiary w obrany kierunek. Rozumiał też sytuację zespołu – środek pola funkcjonował poprawnie, a konkurencja była silna.

Przełomem okazał się nie jeden konkretny mecz, lecz moment mentalny. Po słabszym występie całego zespołu nastąpiła zmiana podejścia – zarówno drużynowo, jak i indywidualnie. Praca z psychologiem, większa koncentracja na własnej roli i stopniowe budowanie formy przyniosły efekty. W kolejnych tygodniach Jagiełło coraz pewniej kontrolował tempo gry, podejmował trafne decyzje i dokładał konkretne liczby w ofensywie.

Wbrew opiniom części obserwatorów, pomocnik odpiera zarzuty o brak intensywności. Dane fizyczne z meczów pokazują, że regularnie znajduje się w czołówce pod względem dystansu i liczby szybkich biegów. Jego profil gry opiera się jednak bardziej na czytaniu gry i zarządzaniu przestrzenią niż na maksymalnych sprintach. Taki model treningowy – wymagający, ale stabilny – pozwolił mu uniknąć urazów mięśniowych i zbudować solidną bazę pod dalszy rozwój.

Na boisku Jagiełło najlepiej czuje się jako "ósemka", która w fazie ataku często przechodzi wyżej, wspierając rozegranie. To rola, w której może łączyć kontrolę tempa z kreatywnością i odpowiedzialnością za rytm gry zespołu. Choć zdarzało mu się grać wyżej, bliżej bramki rywala, sam podkreśla, że to właśnie środek pola daje mu największą swobodę.

Najważniejszym słowem w jego obecnym etapie kariery jest stabilizacja. Po latach spędzonych we Włoszech, naznaczonych wypożyczeniami i częstymi zmianami otoczenia, pobyt w Poznaniu przyniósł spokój – sportowy i prywatny. Narodziny syna, mistrzostwo kraju, gra w europejskich pucharach i życie w mieście, które stało się dla rodziny ważnym punktem odniesienia, budują poczucie zakorzenienia.

Mimo zbliżających się 29. urodzin Jagiełło nie myśli o zmianach. Ma jeszcze półtora roku kontraktu i otwarcie przyznaje, że chciałby związać się z Lechem na dłużej. Transferowe spekulacje nie zaprzątają mu głowy – priorytetem jest codzienna praca i forma, która ma zaprocentować w intensywnej wiosennej części sezonu.

Obóz przygotowawczy i ciężkie treningi pod wodzą trenera Frederiksena traktuje dziś jako inwestycję, a nie konieczne zło. Intensywność, która chwilami daje się we znaki, ma później przełożenie na boisko. A to właśnie tam – jak podkreśla – wszystko weryfikuje się najlepiej. Jeśli zdrowie dopisze, a forma nadal będzie rosła, Poznań może jeszcze długo oglądać Filipa Jagiełłę w jednej z głównych ról środka pola Kolejorza.

lech poznankolejorzpiłka nożna

Wybrane dla Ciebie