Waterpolo Poznań ze srebrnym medalem Pucharu Polski. Finał w Warszawie pokazał kierunek rozwoju
Zawodnicy KS Waterpolo Poznań wracają ze stolicy ze srebrnymi medalami 63. edycji Pucharu Polski. Choć w decydującym starciu poznaniacy musieli uznać wyższość faworyzowanej drużyny Nekera AZS Uniwersytet Warszawski, sam awans do finału i postawa zespołu w całym turnieju to wyraźny sygnał, że poznańska piłka wodna rośnie w siłę.
Finał rozegrany w Warszawie zakończył się zwycięstwem gospodarzy 16:7, jednak wynik nie oddaje w pełni drogi, jaką przeszli zawodnicy z Poznania, by znaleźć się w meczu o trofeum. Kluczowy był półfinał, w którym Waterpolo Poznań stoczyło emocjonujący bój z ŁSTW Politechnika Łódzka. Spotkanie rozstrzygnęło się w samej końcówce, a poznaniacy pokazali charakter, wygrywając 12:11 po dramatycznej obronie ostatniej akcji rywali.
W finale doświadczenie i fizyczność zespołu ze stolicy okazały się decydujące. Już pierwsza kwarta, zakończona wynikiem 4:1, ustawiła przebieg meczu. Poznaniacy, opierający skład w dużej mierze na młodych zawodnikach, wspieranych przez doświadczonych liderów, próbowali nawiązać walkę, co szczególnie było widać w trzeciej odsłonie wygranej 3:1. Ostatecznie jednak warszawianie utrzymali kontrolę nad spotkaniem i sięgnęli po kolejne trofeum.
Mimo porażki, w obozie Waterpolo Poznań dominują pozytywne nastroje. Duża w tym zasługa mieszanki młodości i doświadczenia. W zespole ważną rolę odgrywają byli reprezentanci Polski, tacy jak Michał Diakonów oraz grający trener i prezes Tomasz Różycki. To właśnie ich obecność, połączona z energią młodszych zawodników, pozwoliła drużynie skutecznie rywalizować z najlepszymi w kraju.
Drugie miejsce w Pucharze Polski to dla poznańskiego klubu nie tylko sukces sportowy, ale też ważny krok w budowie pozycji na krajowej scenie. Szczególnie że półfinałowy triumf i awans do finału pokazały, że zespół potrafi wygrywać mecze pod ogromną presją.
Poznańscy kibice mogą więc patrzeć w przyszłość z optymizmem. Jeśli rozwój drużyny utrzyma obecne tempo, kolejne finały – a być może także zwycięstwa – wydają się tylko kwestią czasu.