Początek meczu należał do poznaniaków. Drużyna Nielsa Frederiksena, mimo nieobecności Mikaela Ishaka, prezentowała się pewnie i po kwadransie gry wyszła na prowadzenie. Luis Palma dośrodkował w pole karne, Kornel Lisman przedłużył zagranie, a Pablo Rodriguez głową trafił do siatki, zdobywając pierwszego gola w barwach Lecha.
W drugiej połowie Lech mógł podwyższyć prowadzenie – Rodriguez nie wykorzystał prezentu od bramkarza Arki, Damiana Węglarza, trafiając w boczną siatkę. Chwilę później spotkanie wymknęło się poznaniakom spod kontroli. W ciągu trzech minut Timothy Ouma zobaczył dwie żółte kartki i wyleciał z boiska, zostawiając drużynę w dziesiątkę.
Od tego momentu na boisku istniała tylko Arka. Najpierw po rykoszecie po strzale Sebastiana Kerka piłka wpadła do bramki Lecha, a gol został zapisany Edu Espiau. Hiszpan był w swoim żywiole – w 72. minucie wykorzystał dośrodkowanie Tornike Gaprindaszwiliego, a kilka minut później skompletował hat-tricka, ogrywając Mateusza Skrzypczaka i pokonując Bartosza Mrozka po raz trzeci.
Arka grała z ogromną determinacją i pasją, a Lech wyglądał na zrezygnowany. Brak pomysłu, słaba reakcja na osłabienie i zanik pressingu sprawiły, że poznaniacy nie byli w stanie wrócić do gry.
Dla Lecha to pierwsza wyjazdowa porażka w obecnym sezonie Ekstraklasy i czwarty z rzędu mecz bez zwycięstwa. Nastroje w klubie są coraz bardziej napięte, a pozycja trenera Nielsa Frederiksena wydaje się coraz mniej pewna.
Z kolei Arka może mówić o najlepszym meczu w sezonie. Dzięki zwycięstwu nad mistrzem Polski żółto-niebiescy oddalili się od strefy spadkowej i zbliżyli do środka tabeli.
W Gdyni powiało sportową pasją i wiarą, a w Poznaniu – kryzysem, który zaczyna nabierać niepokojącego kształtu.