Wychowanek Lecha, który tego lata wrócił do Polski i został wypożyczony z US Lecce do Cracovii, wszedł na boisko w 66. minucie. I właśnie ten fakt wywołał burzę.
Kibice szybko przypomnieli, że w końcówce sezonu 2023/2024 Marchwiński dostał czerwoną kartkę w meczu z Koroną Kielce i został zawieszony na dwa spotkania. Pierwszą karę odbył jeszcze w Lechu – pauzował z Górnikiem Zabrze. Potem odszedł do Włoch. Wielu fanów uznało więc, że drugi mecz zawieszenia powinien "odrobić" dopiero teraz, po powrocie do Ekstraklasy.
W sieci pojawiły się głosy o możliwym walkowerze na korzyść Lecha. Cracovia oficjalnie milczała, ale dziennikarz Grzegorz Wojtowicz uspokajał: – Nikt się w Cracovii nie zagapił. Wiedzieli o kartce. Sprawdzali. Mógł grać w Poznaniu.
PZPN i Ekstraklasa wyjaśniają
Ostatecznie sprawę zamknął szef biura prasowego PKO Ekstraklasy. Po analizie historii zgłoszeń okazało się, że Marchwiński odbył całą karę dwóch meczów jeszcze w barwach Lecha.
Zawodnik został uprawniony do gry w Ekstraklasie 16 lipca 2024 roku. Lech rozegrał wtedy dwa mecze (21 i 27 lipca), w których Marchwiński nie wystąpił – tym samym odbył pełne zawieszenie. Później wyjechał do Lecce.
Wszystko wskazuje więc na to, że pomocnik Cracovii został wystawiony zgodnie z przepisami. Walkowera nie będzie. Kibicom Lecha pozostaje jedynie żal, że "ich" wychowanek wystąpił przeciwko nim… i to legalnie.