Od pierwszych minut Lech zamknął Cracovię na własnej połowie. Goście skupili się wyłącznie na obronie, a Kolejorz cierpliwie szukał sposobu na sforsowanie dobrze ustawionej defensywy. Tempo meczu jednak często spadało – było dużo walki w środku pola i niedokładnych podań.
Pierwsza groźna okazja padła w 22. minucie. Po rzucie rożnym Leo Bengtsson oddał strzał, a chwilę później Szwed ponownie zagroził bramce. Bramkarz Cracovii obronił, a dobitka Mikaela Ishaka poszła nad poprzeczką.
Czerwona kartka… i cofnięcie decyzji
Najwięcej emocji przyniosła druga połowa. W 54. minucie Mateusz Lis wybiegł przed pole karne i złapał piłkę ręką. Sędzia początkowo pokazał mu czerwoną kartkę, ale po analizie VAR okazało się, że golkiper złapał futbolówkę jeszcze na linii. Lech uniknął gry w osłabieniu.
Później gospodarze stworzyli kilka dobrych sytuacji. W 70. minucie Radosław Murawski mocno uderzył z dystansu, a bramkarz Cracovii odbił piłkę w efektownym stylu. Najlepszą okazję zmarnował jednak Ishak w 84. minucie – kapitan dostał piłkę w polu karnym, zbyt długo zwlekał i został zablokowany.
W doliczonym czasie Cracovia jeszcze raz zagroziła – strzał głową poszedł prosto w ręce Lisa.
Ostatecznie przy Bułgarskiej padł bezbramkowy remis. Lech prowadził grę, ale miał ogromne problemy z ostatnim podaniem i skutecznością. Cracovia zrealizowała swój plan – broniła się solidnie i szukała okazji po kontratakach. Mistrzowie Polski stracili pierwsze punkty w sezonie.