Mróz nie odstraszył – trybuny Bułgarskiej płonęły mimo -10°C
31 stycznia 2026 roku Enea Stadion w Poznaniu przywitał nowy rok piłkarski w wyjątkowo surowych warunkach. Temperatura oscylowała wokół -10 stopni Celsjusza, wiatr potęgował odczuwalne zimno, a mimo to sektor kibicowski Lecha Poznań wypełnił się w bardzo dobrym stopniu. Fani Kolejorza pokazali, że prawdziwy doping nie zna temperatury.
Lech Poznań rozegrał tego wieczoru pierwszy mecz rundy wiosennej PKO BP Ekstraklasy przeciwko Lechii Gdańsk. Spotkanie zakończyło się sensacyjną porażką gospodarzy 1:3 (1:1). Bramki dla gości strzelili Tomasz Neugebauer (2. minuta), Antonio Milić (samobójcza 47. minuta) oraz Tomáš Bobček (55. minuta). Honorowe trafienie dla Lecha zdobył Ali Gholizadeh w 26. minucie.
Mecz w takich warunkach mógł być prawdziwym testem nie tylko dla piłkarzy, ale i dla trybun. Kibice jednak zdali egzamin celująco. Już przed pierwszym gwizdkiem sektor "Kibice Lechii" – mimo mrozu – rozgrzewał atmosferę pirotechniką, transparentami i nieustającym śpiewem. W drugiej połowie, kiedy wynik zaczął się sypać, a nadzieja na punkty topniała z każdą minutą, doping nie przycichł – wręcz przeciwnie.
Najwierniejsi fani w sektorze "Młyn" przez całe spotkanie utrzymywali tempo, które mogłoby zawstydzić niejedną halę sportową. Chorągiewki, race, bębny i gardła na maksimum – wszystko to mimo arktycznego zimna, które zmuszało do grubej odzieży, kominiarek, rękawic i koców termicznych. Klub umożliwił kibicom wejście z własnymi kocami, a w punktach gastronomicznych serwowano gorącą herbatę – te drobne udogodnienia na pewno pomogły przetrwać najcięższe momenty.
Po końcowym gwizdku wielu kibiców nie spieszyło się z opuszczaniem stadionu. Część została, by jeszcze raz podziękować drużynie za walkę – nawet jeśli wynik był rozczarowujący. Inni skandowali hasła wsparcia, pokazując, że porażka nie zmienia relacji między trybuną a boiskiem.
Ten wieczór na Bułgarskiej udowodnił po raz kolejny złotą zasadę kibiców Lecha: mróz Wam niestraszny. Piłka potoczyła się nie po naszej myśli, ale serce i głosy zostały na stadionie do samego końca.
Trzymajcie tak dalej – bo z takimi kibicami nawet arktyczna zima nie jest w stanie ostudzić ognia na trybunach.